Newsletter
Odwiedziło nas

 

Fundacja Świętego Mikołaja

 

Muzeum Powstania Warszawskiego

 

Instytut Stefana Starzyńskiego

 

Centrum Myśli Jana Pawła II

 

Stowarzyszenie Twoja Sprawa

 

Ośrodek Myśli Politycznej

 

Fundacja "Dzieło Nowego Tysiąclecia"

 

Instytut Tertio Millennio

 

Muzeum PRL

 

Stowarzyszenie Katolickiej Młodzieży Akademickiej

 

Nowa Europa

 

Dialogi Polityczne

 

Nowe Kryteria

 

First Things

 

Christianitas

 

Fronda

 

Arcana

 

Międzynarodowy Przegląd Polityczny

 

Pressje

 

Biuletyn IPN

 

Zeszyty Karmelitańskie

 

Ius et Lex

 

Labolatorium Więzi

 

W drodze

 

Nowe Państwo

 

Gość Niedzielny

 

ETHOS

 

 

 

 

Radio Wnet

 

Salon24.pl

 

duchowy.pl

 

Fidelitas

 

Kresy.pl

 

Wydawnictwo WAM

 

Fundacja Odpowiedzialność Obywatelska

 

 

 

 

Instytut Tomistyczny

 

 

 

 

 

 

STOP PORNOGRAFII

 

 

 


  

 

Mecenta TP

 


  


 


 


 


 

 

Bez awersji do pięknego rewersu Email
21.11.2009.

ImageJakub Lubelski

 

 

 

 

 

 

Na „Rewers” Borysa Lankosza nakręcony na podstawie scenariusza Andrzeja Barta szedłem z pewną obawą. Po prostu bałem się zobaczyć film okrzyknięty najlepszym polskim obrazem, bałem się zobaczyć zwycięzcę 34. Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni, polskiego kandydata do Oscara i rozczarować, zobaczyć smętny, brudny film. A tu niespodzianka. Gra kobiecego tercetu – Anny Polony, Krystyny Jandy i Agaty Buzek jest wyśmienita. Autorowi zdjęć, Marcinowi Koszałce udało się wręcz na chłodno i malarsko odtworzyć powojenny klimat, całość w cierpko-komicznym, znakomitym stylu. To nowa jakość polskiego kina. Ani serio-patetycznie, ani obleśno-tandetnie-paździochowato, czyli jak na większości żenujących polskich komedii. 

 

 

Jest rok 1952. Bohaterką „Rewersu” jest szara myszka Sabina (Agata Buzek) pracownica działu poezji w dużym wydawnictwie. Dom tworzą kobiety, reprezentantki przedwojennej inteligencji – matka (Krystyna Janda) i babka (Anna Polony). Codzienność ożywiają jedynie zabiegi, by znaleźć Sabinie męża. Wszystko zmieni się, kiedy pojawi się „nowy Polak”, Bronisław (Marcin Dorociński).

 

W większości, reakcje krytyków są entuzjastyczne. Absolutnym zaskoczeniem jest dla mnie natomiast recenzja Barbary Hollender z „Rz” 12.11.2009, z której opinią na temat filmu raczej się zgadzam. Zdumiewa mnie natomiast łatwość, z jaką zdradza ona czytelnikowi zakończenie filmu. Po drugie, mimo iż sam jestem ogromnym zwolennikiem wplatania do recenzji luźnych odniesień do bieżącego życia społecznego czy politycznego, to sugerowanie jakoby historia poznania przez wychowaną w tradycji patriotycznej młodej pracownicy wydawnictwa „Nowina” z młodym ubekiem, miała się nam kojarzyć z agentem Tomkiem, wprawia w osłupienie. Sugestia w dziale kulturalnym „Rzepy”, że prowokacja agenta jedynej niekomunistycznej służby utworzonej w III RP ma jakiś związek ze zbrodniczą działalnością Urzędu Bezpieczeństwa w latach `50, kiedy to jeszcze wielu Polaków walczyło z obcymi siłami, z „drugim okupantem”, zdumiała mnie wysoce. Sprawdziłem jeszcze, czy przypadkiem nie trzymam w ręku innej gazety, z czerwonym elementem w logo. Jednak nie, tam był czarno-biały orzełek.

 

Dowiedziałem się także, że film Lankosza bardzo podoba się pewnemu znajomemu. Ponieważ znam poglądy polityczno-ideowe kolegi, wysoce mnie to zmartwiło. I zastawiam się, czy wyborca SLD może mieć satysfakcję po oglądnięciu filmu Lankosza? Polacy jako naród dzielić się będą na tych których ojcowie i dziadkowie byli w AK, którzy koniunkturalistycznie usiłowali żyć normalnie i stawali się specyficznymi produktami PRL-u, oraz tymi, którzy aktywnie uczestniczyli w życiu partii. Wszystkie te postawy ewoluowały, krzyżowały się, i stanowią nieraz trudną do przełknięcia dla wielu mieszankę SBAKizmu. To Prawda. Być może scena, w której stara już postać grana przez Agatę Buzek zostawia w święto zmarłych świeczkę pod Pałacem Kultury i Nauki, pamiętając o swym dawnym związku z ubekiem, ale i niejako pamiętając o tym wszystkim co może symbolizować Pałac Kultury, sprawi wiele satysfakcji przeciwnikom rozliczeń PRL.

 

Czy jednak nie za szybko dojdziemy to tych wniosków? Scena ta pokazuje gorzką prawdę o naszym narodzie – nie jesteśmy wspólnotą niezłomnych opozycjonistów. Nie przesądza to zarazem niczego jeśli chodzi o pamięć o bohaterskich postawach i o kultywowaniu tradycji wolnościowo-niepodległościowej. Tak jak zrobiła to zresztą bohaterka Barta i Lankosza. Ilu synów III RP, ilu synów ubeków, aparatczyków zapala dziś świeczkę w miejscach pamięci AK czy ofiar PRL? Ilu kultywuje pamięć o ojcu-bohaterze? Pochwalam kłamstwo? Nie chodzi o wypieranie się czy zakłamywanie historii rodzinnych, chodzi o dostrzeżenie wartości wspólnego odwołania się do postaw podtrzymujących wspólnotę. Pamięć publiczna ma bowiem nieść ze sobą przekaz wychowawczy i etyczny. Triumf niepodległościowej pamięci prowadzi czasem do kuriozalnych opowieści o tym jak to Jaruzelski obalał mur berliński a Kwaśniewski wychowywał się na „Kulturze” Giedroycia. Niewielu starczy męstwa i odwagi. A właśnie ich potrzeba, by powiedzieć prawdę, gdzie się było i co się robiło. Nie znaczy to jednak, że po latach należy tego bronić. Po latach można afirmować tradycję, której się nie tworzyło.

 

W wielu opowieściach dziadków akowców namnożyło się i zapewne mnożyć się będzie. Z pewnego punktu widzenia to dobrze. Brzydki „awers”, nie wyklucza pięknego „rewersu”.

  

 

Jakub Lubelski, politolog, felietonista „Teologii Politycznej”.

 

 
Pozostałe felietony
Copyright © 2003-2010 Teologia Polityczna