Teologia Polityczna




Newsletter
Odwiedziło nas

 

Fundacja Świętego Mikołaja

 

Muzeum Powstania Warszawskiego

 

Instytut Stefana Starzyńskiego

 

Centrum Myśli Jana Pawła II

 

Stowarzyszenie Twoja Sprawa

 

Ośrodek Myśli Politycznej

 

Fundacja "Dzieło Nowego Tysiąclecia"

 

Instytut Tertio Millennio

 

Muzeum PRL

 

Stowarzyszenie Katolickiej Młodzieży Akademickiej

 

Nowa Europa

 

Dialogi Polityczne

 

Nowe Kryteria

 

First Things

 

Christianitas

 

Fronda

 

Arcana

 

Międzynarodowy Przegląd Polityczny

 

Pressje

 

Biuletyn IPN

 

Zeszyty Karmelitańskie

 

Ius et Lex

 

Labolatorium Więzi

 

W drodze

 

Nowe Państwo

 

Gość Niedzielny

 

ETHOS

 

 

 

 

Radio Wnet

 

Salon24.pl

 

duchowy.pl

 

Fidelitas

 

Kresy.pl

 

Wydawnictwo WAM

 

Fundacja Odpowiedzialność Obywatelska

 

 

 

 

Instytut Tomistyczny

 

 

 

 

 

 

STOP PORNOGRAFII

 

 

 


  

 

Mecenta TP

 


  


 


 


 


 

 

Komu w Polsce potrzebny jest fundamentalizm? Email
16.06.2010.

Image Tomasz Sulewski

 

 

Trybunał w Strasburgu wydał wczoraj wyrok w sprawie Grzelak przeciw Polsce, pokazując przy tym, że polskie dzieci, które nie chodzą na zajęcia z religii, mają naprawdę poważnie przechlapane. Małżeństwo, które złożyło pozew skarżyło się, że ich syn był z tego powodu molestowany fizycznie i psychicznie przez swoich rówieśników. Podobno go nawet wyzywano i bito, przez co musiał dwa razy zmieniać szkołę. Dodatkowe światło na sprawę rzucił prof. Hołówka, który proszony o skomentowanie tej sprawy, rozrzewnił się nad losem biednych dzieci, które nie chcąc uczęszczać na religię, a nie mając w zamian zajęć z etyki, zmuszone są, o zgrozo, do wcześniejszego wychodzenia że szkoły.

 


Strasznie chciałbym dowiedzieć się gdzie też mieszkają te dzieci, które tak ślepo oddane są swojej wierze, a przy tym tak do głębi przesiąknięte są fanatyzmem religijnym, że gotowe są bezlitośnie szydzić z każdego, kto sam wierzący nie jest. Wychodzi bowiem na to, że żyłem dotychczas w zupełnie innym świecie. Z tego co pamiętam, odkąd tylko religia została wprowadzona do szkół, problemem było nie to, że ktoś zakazywał uczniom na nią chodzić, ale raczej to, że właśnie nakładał na nich taki obowiązek, choć oni sami wcale nie mieli na to ochoty. Chodzili więc cokolwiek niechętnie, wykorzystując skrzętnie ten czas do odrabiania prac domowych z innych przedmiotów. No chyba, że była to ostatnia lekcja tego dnia – wtedy nierzadko się z niej „zrywano” i jakoś nie pamiętam zbytniej rozpaczy, że ma się przez to wcześniej wolne.

Fakt, do szkoły chodziłem już jakiś czas temu, mogło się wiec sporo pozmieniać. Może rzeczywiście dzisiejsza młodzież tak głęboko ukochała religię, iż nie wyobraża sobie sytuacji, że ktoś na nią nie uczęszcza i to tak dalece, że gdy już się coś takiego zdarzy, to w odwecie doprowadzają niemal do linczu odmieńca. Może, choć obserwując rzeczywistość mam nieodparte wrażenie, że jest jednak dokładnie odwrotnie. Ci, którzy nie muszą albo nie chcą chodzić na religię, są raczej idolami i obiektami zazdrości, niż poszkodowanymi. I jeśli ktoś w ogóle miewa kłopoty na religijnym tle, to właśnie ci, którzy traktuję ten temat na serio.

Nie chcę komentować tutaj istoty wyroku Trybunału. Nie chcę też rozwodzić się nad potrzebą istnienia w polskiej szkole zorganizowanego nauczania etyki. Faktem jest, że przepisy nakładają na szkoły obowiązek organizacji takiego „zastępstwa” i dyrektorzy powinni się z tego wywiązywać. Irytuje mnie jednak i martwi przewrotność argumentów używanych w pozwie i w komentarzach po wyroku. Budują one obraz Polski jako kraju reakcyjnego, w którym dyszący nienawiścią katole tępią bezwzględnie resztki miłujących pokój i wolność wyznawców racjonalizmu, nie mając przy tym względów nawet dla dzieci. Jest to oczywiście obraz o tyle fałszywy, co tendencyjny, szczególnie, że odnosi się do państwa, które jako jedyne w Europie uniknęło wojen religijnych. I choć ta tradycja szacunku dla wolności trwa nad Wisłą po dzień dzisiejszy, na potrzeby bieżących sporów polityczno-społecznych dużo wygodniej jest budować atmosferę zagrożenia religijnym fundamentalizmem - wiadomo przecież, że wielu ludzi, na zasadzie poszukiwania złotego środka, pomyśli: "no niby nie jest aż tak źle, ale z drugiej strony, skoro sąd wydał taki wyrok, to coś w tym musi być". Dzięki kłamstwom powtarzanym po wielokroć osiąga się stan, w którym osoby występujące publicznie przeciwko katolickiemu myśleniu odbierane są jako wyzwoliciele z okowów ciemnogrodu i obskurantyzmu. I to właśnie, paradoksalnie, te osoby "dekretują" w Polsce religijny fundamentalizm. To im on jest potrzebny, oni bo bez niego uschną, stracą rację swojego istnienia. Ogłaszają go więc przy każdej możliwej okazji, dopasowując fakty do własnych potrzeb. Budując swoje status quo na walce z wyimaginowanym smokiem, wciąż muszą dbać o to, żeby możliwie największa liczba ludzi wierzyła w jego istnienie. I w sumie mają do tego prawo, tak samo jak człowiek, którego swędzi nos ma prawo opowiadać, że to dowód na to, że jest podtruwany. Źle się dzieje tylko, że kolejne orzeczenie Trybunału znowu w jakimś sensie legitymizuje taki sposób przekręcania rzeczywistości.

Pociesza mnie jednak świadomość, że mogło być dużo gorzej. Ostatecznie przecież ETS, znany z tego, że lubi wydawać orzeczenia kuriozalne, mógł stwierdzić, że skoro nie da się w polskich szkołach zapewnić nauczania etyki (bo np. nieopłacalne jest zatrudnienie etyka żeby prowadził lekcję dla jednej osoby, gdy tylko ona jedna zgłosiła taką wolę), to – w imię równości poglądów i wolności wyznania – należy w ogóle wyrzucić religię z programu nauczania w naszym kraju. Brzmi to dość głupio, ale o tym, że nie jest to perspektywa tak zupełnie kosmiczna przekonuje chociażby wyrok Rzymskiego Trybunału Administracyjnego z sierpnia 2009 roku, w którym to włoski sąd nakazał usunięcie stopnia z religii ze świadectw maturalnych. Co prawda tam z oskarżeniem wystąpiła cokolwiek egzotyczna koalicja organizacji ateistycznych, żydowskich, muzułmańskich i protestanckich, ale schemat myślenia był identyczny – skoro sami nie jesteśmy w stanie zapewnić w szkołach nauczania naszych poglądów (bo nikt nam tego nie broni, wystarczyłoby się po prostu zorganizować), żądamy, aby katolikom, którym się to udaje, zakazać tego procederu. W imię równości i wolności. Całe szczęście w Polsce nie doszliśmy jeszcze do tego poziomu, choć założę się, że prof. Hołówka nie dostrzegłby w takim postępowaniu niczego nieetycznego.

 

Tomasz Sulewski

 
Pozostałe felietony
Copyright © 2003-2010 Teologia Polityczna