Teologia Polityczna




Newsletter
Odwiedziło nas

 

Fundacja Świętego Mikołaja

 

Muzeum Powstania Warszawskiego

 

Instytut Stefana Starzyńskiego

 

Centrum Myśli Jana Pawła II

 

Stowarzyszenie Twoja Sprawa

 

Ośrodek Myśli Politycznej

 

Fundacja "Dzieło Nowego Tysiąclecia"

 

Instytut Tertio Millennio

 

Muzeum PRL

 

Stowarzyszenie Katolickiej Młodzieży Akademickiej

 

Nowa Europa

 

Dialogi Polityczne

 

Nowe Kryteria

 

First Things

 

Christianitas

 

Fronda

 

Arcana

 

Międzynarodowy Przegląd Polityczny

 

Pressje

 

Biuletyn IPN

 

Zeszyty Karmelitańskie

 

Ius et Lex

 

Labolatorium Więzi

 

W drodze

 

Nowe Państwo

 

Gość Niedzielny

 

ETHOS

 

 

 

 

Radio Wnet

 

Salon24.pl

 

duchowy.pl

 

Fidelitas

 

Kresy.pl

 

Wydawnictwo WAM

 

Fundacja Odpowiedzialność Obywatelska

 

 

 

 

Instytut Tomistyczny

 

 

 

 

 

 

STOP PORNOGRAFII

 

 

 


  

 

Mecenta TP

 


  


 


 


 


 

 

Aktor aktorowi nierówny Email
ImageJest sobotnie przedpołudnie, 26 czerwca. Robię sobie rytualną rundkę po Internecie, sprawdzając co w kraju piszczy. Dobre śniadanie, kawa i newsy. Czegóż chcieć więcej na początku weekendu. Zazwyczaj kończy się to po około 20 minutach.

Utknęłam na tym zdaniu, przeczytałam je jeszcze ze 2-3 razy. A może 10-15. Zaczęłam szukać informacji. Bo może to nie on? Może jest więcej niż jeden człowiek o takim nazwisku?

Żeby pogłębić wiedzę specjalnie po półtora roku niekorzystania zalogowałam się na Naszej Klasie, żeby zobaczyć ilu jeszcze ich będzie. Wyszukiwarka pokazuje 44 osoby o takim nazwisku i imieniu – symptomatyczne? Miejmy nadzieję, że nie. Jednak żaden ze znalezionych nie pasował jakoś do reszty ulotkowiczów z bronkobusa. Wśród aktorów, sportowców, reżyserów żaden nie prezentował się wystarczająco celebrycko. Czyli to jednak on.  

Urodzony 4 lutego 1952 roku w Warszawie, jak podaje (naprawdę, bez żadnych aluzji!) Wikipedia. Autor kilkudziesięciu spektakli, teatralnych i telewizyjnych. Nauczyciel akademicki, animator kultury. Co w tym złego, że Andrzej Strzelecki popiera Bronisława Komorowskiego i będzie za nim agitować?

Większość Polaków (w tym poseł PO Michał Marcinkiewicz ) kojarzy go jedynie z jednej roli w serialu „Klan”. I gdyby na tym miała się skończyć jego publiczna działalność, to nie powinniśmy mieć z tym problemu. Jednak zgrzyt jest, bo Andrzej Strzelecki od dwóch lat piastuje urząd rektora Akademii Teatralnej w Warszawie. Do jego najważniejszych kompetencji należy reprezentowanie Akademii na zewnątrz, jak stanowi § 23 Statutu uczelni. Czy czerwcowe wycieczki do województwa Zachodniopomorskiego właśnie temu służą? Reprezentowaniu uczelni? Jeżeli tak, to chyba jest w tym coś niedobrego. Wśród studentów panuje pluralizm polityczny, a raczej: powinien był założony pluralizm polityczny, a rektor uczelni nie może, wedle mojej opinii, demonstrować swojej przynależności do konkretnej opcji politycznej.

Swojego rektora widziałam już na legendarnej herbatce w Łazienkach, jednak wtedy jakoś to przebolałam. Nie mogę jednak przejść do porządku dziennego nad faktem, że osoba piastująca publiczne stanowisko, odpowiedzialna za „nadzór nad działalnością dydaktyczną i badawczą Akademii”, za wszystkie kluczowe kwestie związane z funkcjonowaniem uczelni, za nadawanie ostatecznego kształtu profilom poszczególnych wydziałów, że ktoś tak istotny może przeistaczać się na kilka tygodni w aktora-celebrytę i firmować swoją twarzą kandydata na Prezydenta RP.

Wszystko nabiera dodatkowego smaku w kontekście afery wokół Mariusza Bulskiego, ulubionego aktora Daniela Olbrychskiego. Jemu nie wolno było wyrażać swoich poglądów politycznych, od razu posypały się oskarżenia, że na pewno został sowicie wynagrodzony za „Solidarnych 2010”. Jak widać, niektórym artystom wolno więcej, skoro nikt nie pyta się, co dostają celebryci Komorowskiego za autokarowe  podróże po Polsce. Jak dla mnie – mogą jeździć całymi dniami, non stop, wszędzie. Dopóki nie sprawują jednocześnie ważnych funkcji państwowych, które z zasady powinny zakładać apolityczność w bieżącej działalności.

Cała ta historia mogłaby nawet uchodzić za zabawną anegdotę. Moglibyśmy snuć dywagacje, czy Andrzej Strzelecki będzie rozdawać ulotki w kostiumie serialowym czy w rektorskich gronostajach. Jednak w gruncie rzeczy to jest to bardzo smutna wiadomość, godząca w urząd rektora, spłycająca i karykaturująca jego znaczenie. To zdarzenie samo w sobie jest drobne. Jednak rodzi uzasadnione obawy czy nie jest czasem symptomem poważnych zmian w podejściu do społecznej odpowiedzialności. Zmian, których może nie dać się już odwrócić, jeżeli na tym etapie nie będziemy ich wypunktowywać.
 
Katarzyna Meissner
 
Pozostałe felietony
Copyright © 2003-2010 Teologia Polityczna