Teologia Polityczna




Newsletter
Odwiedziło nas

 

Fundacja Świętego Mikołaja

 

Muzeum Powstania Warszawskiego

 

Instytut Stefana Starzyńskiego

 

Centrum Myśli Jana Pawła II

 

Stowarzyszenie Twoja Sprawa

 

Ośrodek Myśli Politycznej

 

Fundacja "Dzieło Nowego Tysiąclecia"

 

Instytut Tertio Millennio

 

Muzeum PRL

 

Stowarzyszenie Katolickiej Młodzieży Akademickiej

 

Nowa Europa

 

Dialogi Polityczne

 

Nowe Kryteria

 

First Things

 

Christianitas

 

Fronda

 

Arcana

 

Międzynarodowy Przegląd Polityczny

 

Pressje

 

Biuletyn IPN

 

Zeszyty Karmelitańskie

 

Ius et Lex

 

Labolatorium Więzi

 

W drodze

 

Nowe Państwo

 

Gość Niedzielny

 

ETHOS

 

 

 

 

Radio Wnet

 

Salon24.pl

 

duchowy.pl

 

Fidelitas

 

Kresy.pl

 

Wydawnictwo WAM

 

Fundacja Odpowiedzialność Obywatelska

 

 

 

 

Instytut Tomistyczny

 

 

 

 

 

 

STOP PORNOGRAFII

 

 

 


  

 

Mecenta TP

 


  


 


 


 


 

 

Mateusz Matyszkowicz, W naznaczonym czasie Email
ImageJeden nie pojawia się w czasie naznaczonym. Inny przychodzi jakby nie w porę, ale tak naprawdę, z punktu widzenia łaski, w czasie naznaczonym. Jeden poddaje się historii, a drugi przecina ją, jakby tak naprawdę żył innym czasem.
 
W Panu Tadeuszu są dwie postacie, których pojawienie się zawsze jest niespodzianką i których nikt się nie spodziewa. Jedną z nich jest Hrabia, który nie jest tam, gdzie powinien i który zjawia się nie w czasie raczej ze względu na swój słaby charakter niż jakieś mistyczne wyczucie rzeczywistości. Nie zjawia się w czasie, bo nie potrafi:
Wiedziano w okolicy, że ten pan nie może
Nigdy nigdzie stawić się w naznaczonej porze.

Zasypia więc poranek myśliwski i biegnie za resztą, gdy ta ściga już szaraka. Przy całym swoim umiłowaniu dla zachodnich nowinek ciągle jest z tyłu, ciągle raczej coś go popycha.

Tak jak wtedy gdy czai się w liściach łopianu i poddaje się romantyczno-erotycznemu marzeniu o Zosi. To taki urywek z prywatnej codzienności tego człowieka i jego rozmarzonego charakteru, gdy
Hrabia wracał do siebie, lecz konia wstrzymywał,
Głową coraz w tył kręcił, w ogród się wpatrywał

I wtedy widzi Zosię, więc sługi odprawia i skrada się przez chaszcze, idzie na rękach i skacze jak żaba. Człowiek, który zjawia się nie w porę i nie przychodzi w wyznaczonym mu czasie.

I jest Robak, ksiądz, który też pojawia się z nienacka, wkracza w historię, lub ją po prostu oznacza po swojemu z tą kiścią ogórków i krzykiem „Surge, puer” – wstawaj, człopcze. I tym budzeniem porannym, i kazaniami w karczmie. W tym wszystkim jest nie w czasie, ale jakby poza nim, jakby przecinał go tylko w pewnych pojedynczych chwilach, ale nie był wewnątrz.


Ile w tym Robaku prawdziwego księdza? Na ile jego mistycyzm jest religijny i katolicki, a w jakim stopniu jest polityczną wiarą? Ile ma ta insurekcja wspólnego z rezurekcją? Poeta sam nam podsuwa tę wątpliwość, pisząc o człowieku, po którym widać, że nie starzał się w klasztornych murach, ale jego rysy kształtowała walka w sensie wcale nie duchowym.

A może wcale nie? Może po prostu jego mistycyzm był także, a nie tylko insurekcyjny.
Jest taki fragment, w którym widzimy Robaka w czasie sprawowania Mszy:
Przy mszy, gdy z wzniesionymi zwracał się rękami
Od ołtarza do ludu, by mówić: „Pan z wami”,
To nieraz tak się zręcznie skręcił jednym razem,
Jakby „prawo w tył” robił za wodza rozkazem,
I słowa liturgiji takim wyrzekł tonem
Do ludu, jak oficer stojąc przed szwadronem;

Nic nie wskazuje na to, całą wcześniejszą liturgię Robak sprawował niezgodnie z regułami. Był pewnie takim kapłanem, jak nakazuje Reguła i tak odprawiał Mszę jak Mszał rzymski nakazuje. To tylko ten moment – moment odwrócenia się od ołtarza ku ludowi i te słowa: „Pan z Wami” nabierają jakiegoś nowego znaczenia, gdy ruchy są bardziej żołnierskie niż kapłańskie, a intonacja oficerska.

W tej scenie Robak jest zarazem podwładnym – gdy odwraca się na rozkaz wodza i dowódcą, gdy mówi „Pan z Wami”. Jest religijnym medium, który łącząc lud z Bogiem w czasie liturgii, wprowadza jednocześnie Boga w relacje polityczne.
 
Przychodzi więc spoza czasu, dokładnie wtedy, gdy Msza się kończy i przychodzi czas, który liturgiści nazywają rozesłaniem. W tym sensie nie jest o czasie, co wcale nie oznacza, że nie jest to czas naznaczony – moment wejścia Boga w historię.

Czym innym jest czas naznaczony, jeśli nie czasem łaski? Teologia czasu, którą Mickiewicz zarysowuje w „Panu Tadeuszu” jest ściśle połączona z teologią łaski zrozumianą już po czasie, po nastaniu wydarzeń.
 
Mateusz Matyszkowicz
Zobacz też: Bigosu smak
 
Copyright © 2003-2010 Teologia Polityczna