Teologia Polityczna




Newsletter
Odwiedziło nas

 

Fundacja Świętego Mikołaja

 

Muzeum Powstania Warszawskiego

 

Instytut Stefana Starzyńskiego

 

Centrum Myśli Jana Pawła II

 

Stowarzyszenie Twoja Sprawa

 

Ośrodek Myśli Politycznej

 

Fundacja "Dzieło Nowego Tysiąclecia"

 

Instytut Tertio Millennio

 

Muzeum PRL

 

Stowarzyszenie Katolickiej Młodzieży Akademickiej

 

Nowa Europa

 

Dialogi Polityczne

 

Nowe Kryteria

 

First Things

 

Christianitas

 

Fronda

 

Arcana

 

Międzynarodowy Przegląd Polityczny

 

Pressje

 

Biuletyn IPN

 

Zeszyty Karmelitańskie

 

Ius et Lex

 

Labolatorium Więzi

 

W drodze

 

Nowe Państwo

 

Gość Niedzielny

 

ETHOS

 

 

 

 

Radio Wnet

 

Salon24.pl

 

duchowy.pl

 

Fidelitas

 

Kresy.pl

 

Wydawnictwo WAM

 

Fundacja Odpowiedzialność Obywatelska

 

 

 

 

Instytut Tomistyczny

 

 

 

 

 

 

STOP PORNOGRAFII

 

 

 


  

 

Mecenta TP

 


  


 


 


 


 

 

Filozofia przejmowania - o mediach publicznych z Piotrem Zarembą rozmawia Dorota Wróblówna Email
ImageDecyzja o prywatyzacji byłaby przesądzeniem o opcji mediów, padłoby pytanie o to, kogo dodatkowo wyposażyć w gigantyczną władzę nad ludzką świadomością - mówi Teologii Politycznej Piotr Zaremba

 

 

Zaproponowano trzy różne projekty ustawy o mediach publicznych: autorstwa PO, SLD oraz Komitetu Obywatelskiego Mediów Publicznych. Trudno oprzeć się wrażeniu, że pomysłodawcy - zamiast poczynić istotne zmiany w funkcjonowaniu radiofonii i telewizji - toczą bój o władzę nad tymi instytucjami. Czy jest przed tym jakiś ratunek?

Nie mam dobrego pomysłu, co należy zrobić z mediami publicznymi. Na pewno jest tak, że projekt Platformy - zwłaszcza ten doraźny, który w tej chwili ma być głosowany - jest prostą receptą na wymianę władz. Krajowa Rada Radiofonii już została w dużej mierze wymieniona, a teraz - na mocy tej ustawy - będzie można łatwo wymienić zarząd telewizji publicznej i radia publicznego. Jest to oczywiście rozwiązanie typu: do tej pory telewizją rządzili ludzie PiSu i SLD, a teraz będą rządzić ludzie Platformy.

Kiedyś wierzyłem, że można stworzyć projekt, który odejdzie od tej filozofii przejmowania mediów publicznych przez tę czy inną siłę polityczną i zostaną stworzone bardziej abstrakcyjne warunki, zabezpieczające niezależność od polityków w ogóle. W tej chwili mam wątpliwość, czy taka możliwość istnieje; nie mam przekonania, czy jakakolwiek konkretna regulacja może to zabezpieczyć. Projekt tzw. twórców czyli Komitetu Obywatelskiego Mediów Publicznych zakłada, że gwarancją jest udzielenie pewnym środowiskom: korporacjom twórców stowarzyszeń dziennikarskich, naukowych i innych wpływu na media. Kiedyś powiedziałbym, że to jest dobra droga. Dzisiaj jednak, widząc Jacka Żakowskiego, który jest żarliwym rzecznikiem tego projektu, zastanawiam się, czy rzeczywiście tak jest. Jacek Żakowski działa w obecnych mediach publicznych, ma własny program w telewizji, w którym nie widzę cienia pluralizmu politycznego. Występują tam i dyskutują między sobą dziennikarze jednej opcji. Zastanawiam się, czy telewizja twórców i stowarzyszeń nie będzie w gruncie rzeczy telewizją jednej opcji ideowej, ale trudniejszą do zahaczenia. Bo o co chodzi? To nie jest telewizja partii. To telewizja apolitycznego rzekomo środowiska...


Nie podjąłbym się wskazania dobrego rozwiązania, jak takim paradoksom zapobiegać. Użyłbym natomiast górnolotnego sformułowania, że dobre obyczaje byłyby receptą. Niestety, apelowanie do kogokolwiek w Polsce o dobre obyczaje jest jak rzucanie grochem o ścianę...

Reprezentanci środowiska twórców zarzucali projektowi zaproponowanemu przez Platformę redukowanie misyjności mediów. Czy media rzeczywiście są misyjne? Czy idee misyjności są realizowane?

Był spór o to, czy wykreślić z ustawy pojęcie misji telewizji publicznej. W tej sprawie akurat twórcy mieli rację. Nawet gdyby założyć, że obecna telewizja publiczna nie do końca realizuje tę misję, to po wykreśleniu z ustawy zapisu o misyjności sytuacja mogłaby się tylko pogorszyć. To znaczy, że telewizja mogłaby się zwolnić z pewnych funkcji, które są racją istnienia mediów publicznych; racją istnienia mediów publicznych jest to, że emitowane są programy naukowe, edukacyjne, historyczne itd. To warto zabezpieczyć. Wykreślenie misyjności jest wstępem do likwidacji mediów publicznych. W tym sensie akurat kibicowałem twórcom. Dobrze się stało, że Platforma wycofała się z pomysłu usunięcia zapisu o misyjności.


Czy media publiczne realizują swoją misję? Realizują ją w stopniu ograniczonym. Całe założenie finansowania mediów publicznych przede wszystkim z abonamentu, a nie z reklam, ma służyć temu, by nadawane były programy wartościowe. Jeżeli jednak widzimy program historyczny, edukacyjny czy inny, pokazywany o dwudziestej czwartej lub o pierwszej w nocy, mamy poczucie, że nie po to istnieją media publiczne, a ich misja jest niedopełniana. To, że owe zadania są realizowane w małym stopniu nie oznacza, że powinno się ich całkiem zaniechać. Byłaby to droga do zatarcia różnic pomiędzy mediami publicznymi i komercyjnymi. Jestem temu przeciwny.

Każdy projekt zakłada "uszczelnienie" finansowania mediów publicznych. Jedni proponują usprawnić ściąganie abonamentu, inni chcą wprowadzić opłatę audiowizualną przymusową dla każdego pracującego obywatela. Jak Pan ocenia te pomysły?

Zmieniałem swoje poglądy na ten temat. Kiedyś miałem bardzo sceptyczny stosunek do obciążania obywateli jakimikolwiek opłatami. Nie oszukujmy się - obecnie abonament płaci kto chce. Bez względu na formę ściągania opłat - czy będzie to uszczelniony abonament, czy też opodatkowanie - zawsze będzie to przymus. Kiedyś uważałem, że to jest absurd, bo finansujemy media skrajnie upolitycznione i upartyjnione. W tym sensie raczej sympatyzowałem z intuicją Platformy: ograniczmy lub zlikwidujmy przymus. W tej chwili mam trochę inne zdanie. Media publiczne bez tych opłat tracą sens. Albo stają się zwykłymi mediami komercyjnymi, uzależniają się od reklam, a w związku z tym zostaje ograniczona ich misyjność, bo reklamy lepiej sprzedają się w sąsiedztwie popularnych programów rozrywkowych, seriali. Albo - ponieważ mają kłopoty finansowe - trzeba je sprzedać. Odcięcie finansowania publicznego takiego czy innego jest krokiem w kierunku likwidacji mediów publicznych. W tej chwili nawet media skrajnie upartyjnione są lepsze, niż postawienie wyłącznie na rynek. Skrajny przykład medium upartyjnionego to telewizja, która przez dobre kilka lat znajdowała się w rękach SLD, a mimo to 1 sierpnia nadawano program o powstaniu warszawskim. Porównując to z telewizją prywatną widać różnicę: nawet upartyjniona telewizja, a tym bardziej radio (w którym stopień partyjnej propagandy jest znacznie mniejszy), wypełniają swoje podstawowe obowiązki: 11 listopada słyszymy "Pierwszą Brygadę" lub audycje o tym, kim był Józef Piłsudski, czym były legiony itd. To jest dla mnie przesłanką za tym, by utrzymać jakąś formę opłat lub wzmocnić jej ściągalność. Niemniej nie jestem autorytetem w kwestii tego, jak należy to robić: czy powinien być to abonament, czy opłata audiowizualna. Ten system powinien być maksymalnie prosty.

Czy istnienie mediów publicznych jest konieczne?

W latach '90. tak bardzo drażniło mnie upartyjnienie telewizji publicznej przez SLD, że doszedłem do wniosku, iż można by się obejść bez nich i zaufać całkowicie rynkowi. W jego ramach można by ewentualnie dopuścić do państwowej ingerencji w misyjność mediów przez tzw. granty. Boję się, że to jest jednak trochę za mało. Po pierwsze powstałby problem: komu sprzedać media publiczne? To podstawowy dylemat, bo ten rynek już się ukształtował. Decyzja o prywatyzacji byłaby przesądzeniem o opcji mediów, padłoby pytanie o to, kogo dodatkowo wyposażyć w gigantyczną władzę nad ludzką świadomością. Po drugie, najbardziej niedoskonałe, czy wręcz prymitywne telewizja lub radio publiczne wypełniają swoją misję. Zbiedniałe radio publiczne ma cenne audycje muzyczne i mówione. Radio prywatne nigdy by się na coś takiego nie zdecydowało. Granty wydają mi się zupełnie symbolicznym wsparciem. Media komercyjne realizujące ideały misyjności stanowiłyby wyspy. Ich właściciele staraliby się, żeby programy sponsorowane przez państwo były emitowane pod koniec dnia lub zepchnięte do kanałów tematycznych.


Program pierwszy radia publicznego, który jest obecnie pod kontrolą lewicy, wypełnia podstawowe zadania związane z edukacją historyczną i patriotyczną. Właśnie z tego powodu jestem zwolennikiem istnienia mediów publicznych. Można dyskutować na temat ich kształtu. Gdyby ktoś mnie przekonał, że telewizja publiczna ma na przykład za dużo kanałów, to zastanawiałbym się nad tym, czy tego nie zredukować. To jest wielki moloch, który pochłania mnóstwo pieniędzy, daje zarobić producentom i rozmaitym lobby; być może należałoby to ograniczyć. To jest mankament mediów publicznych. Niemniej mając na uwadze przykład ubogiego radia, które mimo wszystko wypełnia obowiązki z zakresu edukacji historycznej, mówię: tak, media publiczne jak najbardziej istnieć powinny.

Bardzo dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała Dorota Wróblówna.
 
Copyright © 2003-2010 Teologia Polityczna