Teologia Polityczna




Newsletter
Odwiedziło nas

 

Fundacja Świętego Mikołaja

 

Muzeum Powstania Warszawskiego

 

Instytut Stefana Starzyńskiego

 

Centrum Myśli Jana Pawła II

 

Stowarzyszenie Twoja Sprawa

 

Ośrodek Myśli Politycznej

 

Fundacja "Dzieło Nowego Tysiąclecia"

 

Instytut Tertio Millennio

 

Muzeum PRL

 

Stowarzyszenie Katolickiej Młodzieży Akademickiej

 

Nowa Europa

 

Dialogi Polityczne

 

Nowe Kryteria

 

First Things

 

Christianitas

 

Fronda

 

Arcana

 

Międzynarodowy Przegląd Polityczny

 

Pressje

 

Biuletyn IPN

 

Zeszyty Karmelitańskie

 

Ius et Lex

 

Labolatorium Więzi

 

W drodze

 

Nowe Państwo

 

Gość Niedzielny

 

ETHOS

 

 

 

 

Radio Wnet

 

Salon24.pl

 

duchowy.pl

 

Fidelitas

 

Kresy.pl

 

Wydawnictwo WAM

 

Fundacja Odpowiedzialność Obywatelska

 

 

 

 

Instytut Tomistyczny

 

 

 

 

 

 

STOP PORNOGRAFII

 

 

 


  

 

Mecenta TP

 


  


 


 


 


 

 

Paweł Adam Piotrowicz, Myśmy tu rzeczywiście trochę zgłupieli Email

Image

 

Większości Polaków spodobałoby się w sanatorium Berghof - pisze dla Teologii Politycznej Paweł Adam Piotrowicz.

 
Nie chcemy większych zmian. Wszystko toczy się przecież dobrze utartym rytmem: dostajemy pięć obfitych posiłków dziennie, wystawny obiad w niedzielę i koncert orkiestry co drugi tydzień. Ostatnimi czasy zarząd sprezentował nam nawet gramofon, teraz mamy zatem dostęp do kultury z wielkiego świata.

Nie potrzeba nam dalekosiężnych wizji, od nich ważniejsze jest zdrowie; tak, zdrowie jest najważniejsze. Zapobiegliwość też nie jest cechą niezbędną, o wszystko troszczy się przecież zarząd i radca dworu. Oni wiedzą, co jest dla nas dobre, co więcej, dbają nie tylko o nasze zdrowie fizyczne, ale i psychiczne. Skutecznie eliminują rozdrażnienie i wprowadzają między nami zgodę, która co prawda nieco nas ogłupia, ale zapewnia święty spokój.

Gdyby pacjenci sanatorium Berghof mieli potrzebę napisania manifestu, to tak mogłyby wyglądać do niego szkice. Nigdy do stworzenia tekstu w takiej formie oczywiście by nie doszło, bo nie ma miejsca na polityczne myślenie w grupie ludzi, gdzie podstawowym tematem rozmów jest pogoda, zachowanie sąsiadów i skandaliki obyczajowe. Trudno tę zbiorowość nazwać nawet społecznością, gdyż więzy łączące jej członków są zadziwiająco nikłe i powierzchowne.

Nie wchodzi się tutaj w głębsze kontakty, nawet zawiązywanie zwykłych znajomości jest świadomie utrudniane przez lekarzy. Uczucia, które mogłyby zrodzić się między kuracjuszami, rugowane są podejrzaną psychoanalizą. Aktywność społeczna ma oczywiście prawo istnieć, o ile sprowadza się do wymiany znaczków, robienia zdjęć, czy zbiorowego pałaszowania coraz to wymyślniejszych rodzajów czekolady. Poważnych gazet się nie czyta, donoszą one tylko złe wiadomości o problemach i sporach, które nie powinny zaprzątać głowy nikomu liczącemu się ze zdrowiem.

Z zaprogramowaną przez lekarzy łatwością zapomina się o tych, którzy opuścili sanatorium żywi albo martwi. Śmierć osłaniana jest grubą zasłoną milczenia, której pod żadnym pozorem zerwać nie wolno. Mówienie o zmarłych wywołuje skandal, ponieważ zinternalizowane przez kuracjuszy przepisy jasno określają, że pacjenci mają prawo być zachowani od szokującego kontaktu z trupami. Ktokolwiek złamie to tabu, może oczekiwać pełnego stanowczości protestu, włącznie z zarzutem grubiaństwa i złego wychowania.

Większości Polaków spodobałoby się w sanatorium Berghof. Nieuczestniczenie w politycznych dyskusjach premiowane byłoby wygodnym leżakiem z dwoma kocami z sierści wielbłądziej, a niezajmowanie się zwłokami i trumnami skutkowałoby dodatkową porcją słodkiej leguminy na deser. Polacy wysłani do Davos może mieliby nikłą świadomość faktu, że prawdziwe życie toczy się gdzie indziej, ale nie czuliby potrzeby jej rozbudzania. W końcu przez ostatnich parę lat usilnie byli przekonywani, że cały świat poza Berghofem nękany jest kryzysami i zapaściami, a tylko na ich wysokogórskiej, zielonej wyspie stabilności nie dzieje się nic złego. Ba, mogą nawet w weekend rozłożyć grill, a ubrudzone od węgla ręce wymyć w ciepłej wodzie. Przypadki nagłej śmierci pozostawia się natomiast specjalistom, którzy za parawanem dyskretnie usuwają wszelkie jej pozostałości.

Paweł Adam Piotrowicz, absolwent MISH UW, pracuje w Wydawnictwie Herder we Fryburgu Bryzgowijskim
 
 Zobacz także:
 
 
Copyright © 2003-2010 Teologia Polityczna